
Przygotowanie najważniejszego dnia życia to nie lada przedsięwzięcie. Wobec różnych organizacyjnych wyzwań, wypowiedzenie sakramentalnego “tak” wydaje się dziecinnie proste. Dlatego coraz więcej osób decyduje się na skorzystanie z usług organizatora ślubów, a dokładniej mówiąc organizatorki, bo panów wykonujących ten zawód można policzyć na palcach jednej ręki. To osoba, która może przejąć na siebie wszelkie zajęcia, które spędzają nowożeńcom sen z powiek - od znalezienia sali, zapewnienia transportu i noclegu dla gości, przez dobranie odpowiednich dekoracji sali, na wieczorze panieńskim skończywszy. Organizator ślubów to połączenie stylisty, dekoratora wnętrz, menedżera i sprzedawcy, ale oprócz tego również mediatora, a przy trudniejszych klientach, również psychoterapeuty.
Prawo do ślubu
Monika Petersburska właścicielka firmy Tango Milonga - Wedding Coordination jest z zawodu prawnikiem, ale po ukończeniu studiów nie zdecydowała się na zrobienie aplikacji i wybrała karierę organizatorki ślubów: - Moje wykształcenie to wbrew pozorom duży atut. Często małżonkowie radzą się mnie również w sprawach prawnych, takich jak chociażby sprawy majątkowe czy różne formalności związane ze ślubem. Nie zostałam prawnikiem, bo nie interesowała mnie monotonna praca za biurkiem. Zawsze lubiłam kontakt z ludźmi i nowe wyzwania - dodaje.
Twierdzi też, że najbardziej w tej pracy podoba jej się pozytywna energia, której dostarcza - szczególnie, kiedy słyszy pochwały z ust swoich klientów i czuje, że pomaga im spełniać ich największe marzenia. Na dużą satysfakcję wskazuje również Zuza Kuczbajska ze Ślubnej Pracowni. Ale zauważa też inne zalety takiego zawodu: - Moja przygoda ze ślubami zaczęła się wiele lat temu, ponieważ jestem skrzypaczką i zarabiałam właśnie na przyjęciach weselnych. Znałam dużo osób z branży, więc miałam ułatwiony start. Oprócz tego jestem animatorem kultury, więc mam też przygotowanie bardziej teoretyczne - mówi. Za największą zaletę tego zawodu uważa to, że pracuje na zasadzie samozatrudnienia i może sama organizować sobie pracę. Oprócz tego docenia możliwości wykorzystania swojej kreatywności i tworzenia nowych, ciekawych pomysłów i spotykania ciekawych ludzi.
Kwiaty i faktury
- Ludziom wydaje się, że praca organizatora ślubów wygląda jak w hollywoodzkim filmie “Powiedz tak” z Jennifer Lopez - mówi Zuza Kuczbajska - No tak, ja mogę się zająć wyborem wstążeczki, ale ja muszę ją też zamówić, odebrać za nią faktury, zapłacić podwykonawcom. Tak naprawdę ta praca wcale nie jest łatwa i banalna, to nieraz ciężka i stresująca harówka od rana do wieczora, również w soboty i niedziele, bo przecież wtedy najczęściej odbywają się ceremonie.
Długo można by wymieniać wszystkie kwestie, które trzeba ogarnąć w czasie przygotowań. Zawsze podstawą jest spotkanie z klientem i rozmowa, lub wypełnienie szczegółowej ankiety, w której młodzi wyrażą swoje oczekiwania, preferencje oraz ogólną wizję uroczystości. Potem trzeba zająć się takimi rzeczami, jak wybór kościoła lub urzędu, organizacja transportu dla młodych i gości, noclegi, wybór sali i hotelu, catering, wszystkie kwestie związane z ubiorem i makijażem, zdjęcia, dekoracje kościoła i sali, zaproszenia, wybór i nadzór nad orkiestrą i kelnerami, a nawet wybór obrączek.
Oprócz tego organizator, lub jego pomocnicy są obecni w czasie całej ceremonii i wesela - oprócz wszelkich kwestii organizacyjnych, muszą też radzić sobie na bieżąco ze wszelkimi problemami, które i tak zawsze się pojawią. Kuczbajska: - Organizator, to osoba, które jest odpowiedzialna tak naprawdę za wszystko. Najgorsze są sytuacje, kiedy klient obiecuje, że coś zrobi, a potem się okazuje, że mu się nie udało. Pamiętam parę, która miała sama zamówić sobie kamerzystę - akurat okazało się, że był to mój znajomy. Zadzwoniłam, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku i dostałam potwierdzenie. Tymczasem okazało się, że klient na czas nie wpłacił zaliczki i termin stracił, o czym dowiedziałam się na dzień przed ślubem. Skąd potwierdzenie? Pracownia miała dwóch panów młodych o tym samym nazwisku - dodaje z uśmiechem.
Jednak takie wypadki w sytuacji ogromnego stresu nie są wcale zabawne. Szczególnie, że negatywne emocje często gromadzą się na Bogu ducha winnym organizatorze. Często młodzi podejmują decyzje, które potem nie podobają się ich rodzicom. Ale to organizator jest zazwyczaj głównym adresatem żalów. Monika Petersburska podkreśla, że praca w tej branży to duża odpowiedzialność i często prawdziwe wyzwanie: - Na każdym ślubie jestem osobiście. Można powiedzieć, że poświęcam całą siebie, bo jest to przecież najważniejszy dzień w ich życiu. Odczuwam ogromny stres, bo widzę jak wiele rzeczy od nas niezależnych może pójść nie tak, dlatego trzeba pilnować nawet najmniejszych detali - mówi. Pytana o szczegóły, wymienia chociażby, że trzeba zadbać o to, żeby tort był podany na czas, czy orkiestra gra muzykę, która wcześniej była ustalona, czy panna młoda nie zahaczyła o coś welonem, który w efekcie może się zniszczyć. Zawsze zostaję do samego końca wesela i odjeżdżam w tym samym czasie co państwo młodzi. Na koniec lubię zobaczyć jak zadowoleni goście bezpiecznie odjeżdżają do domu - dodaje.
Klient nasz pan
Ponoć na rynku działa kilku mężczyzn-organizatorów, ale jednak w przeważającej większość tą pracą zajmują się kobiety. W zasadzie można znaleźć dwa powody takiej sytuacji. Po pierwsze większość panów nie ma tego wyczucia i smaku, co kobiety. Często przygotowania wymagają wyborów między drobnymi detalami, między bladym różem a fuksją i ogólnie pozostawania w świecie koronek, haftów i kwiatowych aplikacji na welonie. Poza tym, jak przyznają obie konsultantki - kobieta z kobietą łatwiej się dogada, szczególnie, że bardzo wiele decyzji dotyczy stricte panny młodej - jej sukni, makijażu, wyboru kosmetyczki i tym podobne. Dlatego pewnie większość par oczekuje, że ich ślubem zajmie się raczej kobieta niż mężczyzna. Jednak to, co zazwyczaj przeważa przy wyborze odpowiedniej osoby do organizacji przygotowań, to dotychczasowy dorobek konsultanta - swego rodzaju portfolio, ale najlepiej jeżeli jest to po prostu rekomendacja zadowolonych znajomych. Sposobem, żeby zachęcić nowych klientów są też targi ślubne, które odbywają się na początku roku, kiedy większość par zaczyna poważne przygotowania do sezonu ślubnego.
Kim są klienci? Jak twierdzi Zuza Kuczbajska, to obecnie coraz częściej dobrze zarabiający przedstawiciele klasy średniej. Na własną potrzebę dzieli ich na trzy kategorie - osoby po trzydziestce, które samodzielnie pokrywają wszystkie wydatki, młodzi, których wesele finansują w całości rodzice (w tej kategorii mieszczą się również nowożeńcy, którzy na stałe mieszkają za granicą). Oddzielną, ale widoczną kategorię stanowią osoby młode pochodzące spoza wielkich miast, które muszą stawić czoło tradycyjnym zapędom rodziców i najbliższej rodziny. Według Kuczbajskiej, najlepszymi klientami są zazwyczaj osoby dojrzałe o ustalonej sytuacji zawodowej. Zazwyczaj nie mają oni czasu na samodzielne zajęcie się ceremonią ślubną, a konsultanta traktują w biznesowy sposób. Są przyzwyczajeni do zlecania wykonywania określonych usług wyspecjalizowanym osobom, więc również sprawne przeprowadzenie ślubnej ceremonii traktują w kategoriach długoterminowego projektu. Oczekują wysokiej jakości, ale też sumiennie wywiązują ze swojej części zadań i mają dużą dozę zaufania. Problemy zazwyczaj pojawiają się w dwóch przypadkach - kiedy na scenę wkraczają rodzice oraz kiedy para młoda nie potrafi obdarzyć wystarczającym zaufaniem organizatora. - Istnieje taka grupa klientów, którzy bardzo chcieliby sami zorganizować uroczystość, ale pracują zbyt ciężko, żeby dać radę. Zdarza się, że dość nieprzyjemnie odnoszą się do organizatora i próbują na każdym kroku kontrolować jego pracę - chcą dostawać kopie wszystkich wysyłanych e-maili czy najdrobniejszych umów. Nie wierzą, że osoba z zewnątrz może poradzić sobie z wieloma decyzjami równie dobrze jak oni, nawet jeżeli jest profesjonalistą. Często niestety okazują się też bardzo roszczeniowi i ciężko zbudować z nimi tę nić porozumienia, która jest niezbędna, żeby lepiej odgadnąć ich potrzeby i tak naprawdę wykonać dobrze całą pracę - mówi Kuczbajska.
Ale mamo…
Ale ciekawiej zaczyna się robić, kiedy pałeczkę przejmują rodzice, szczególnie jeżeli to oni finansują całe przedsięwzięcie. Często oceniają pomysły dzieci przez pryzmat swoich doświadczeń i chcą pod nie podporządkowywać wszelkie decyzje. Albo traktują organizatora jako największego wroga, albo wprost przeciwnie - jako sekretnego sprzymierzeńca, który pomoże wyperswadować nowożeńcom zbyt ekstrawaganckie pomysły. W takiej sytuacji najlepsze co można zrobić to wycofać się i unikać wciągania w konflikty, ale niestety jest to trudne, jeżeli sami zainteresowani są w Londynie, a w kraju całe przygotowanie koordynują rodzice. Konsultant ślubny musi pamiętać, że para młoda ma prawo realizować swoją wizję, ale też musi dbać o dobry całościowy efekt. Zdarzają się pomysły zdecydowanie kiepskie i wtedy trzeba dyplomatycznie, ale jednak wyperswadować pewne koncepcje. Zuza Kuczbajska: - Pamiętam panią, która upierała się przy brokatowym makijażu. Mówiłam jej, że to kiepski pomysł bo cała jej twarz będzie świecić się na zdjęciach, ale uparła się przy swoim. Oczywiście miałam rację, ale wiem, że zrobiłam to, co do mnie należało - wspomina. - Podobnie rzecz się ma, kiedy przychodzi do wyboru sukni. Jeżeli kobieta jest nieco puszysta, to odradzam jej wybór typowej sukni-bezy, jeżeli wiem, że będzie w niej wyglądać niekorzystnie. Ale z drugiej strony poruszamy się w sferze gustów - ja jestem minimalistką i nie przepadam za balonami, serpentynami, czy przedłużonymi limuzynami. Ale jeżeli klient zawsze o tym marzył, to staram się dopasować to jakoś do całej koncepcji.
10 tys. zł za parę…
Jakie predyspozycje powinien mieć organizator ślubów? - Podstawa to cierpliwość i dobra organizacja pracy - mówi Monika Petersburska. - Trzeba umieć wysłuchać klienta, jego potrzeb i wizji wesela. Czasem też przydają się umiejętności mediacyjne, a wręcz terapeutyczne, szczególnie na kilka dni przed uroczystością, kiedy emocje biorą górę. Na pewno nie jest to zajęcie dla ludzi zamkniętych w sobie, nieśmiałych, a przede wszystkim roztrzepanych. Osoby, które mają dużą szansę na sukces to przede wszystkim ludzie z duszą artysty, ale także mocno stąpający po ziemi m.in. psychologowie, prawnicy. Muszą być to ludzie znający języki obce, chociaż wykształcenie wyższe nie jest konieczne - dodaje. Oprócz tego niezbędne jest prawo jazdy i posługiwanie się komputerem. Petersburska: - Dostaję kilka CV tygodniowo, ale niewiele z tych osób orientuje się na czym ta praca polega. Dostaję dużo e-maili od kobiet, które są po prostu zdesperowane długotrwałym poszukiwaniem pracy. Ja natomiast staram się polegać na sprawdzonych i zaufanych ludziach - mówi. Podobne doświadczenia ma Zuza Kuczbajska: - Wiele niedoszłych konsultantek to po prostu kobiety, które obejrzały film i wydaje im się, że to lekka i łatwa praca, a doświadczenie w postaci własnego wesela całkowicie wystarczy.
Zarobki w branży są zazwyczaj uzależnione nie tyle od wartości samego wesela, ale od czasu, który trzeba poświęcić na jego przygotowanie, ale zazwyczaj usługi organizatora to od 5 do 20 procent kosztu całej uroczystości. Najwięcej pracy przynoszą pierwsze tygodnie współpracy - potem wystarczy dopilnowywać kolejnych punktów i ustaleń. Oczywiście praca w nienormowanych godzinach to pokusa, żeby poświęcić wakacje na rzecz kolejnego klienta, ale nie można przesadzać. Zazwyczaj jeden konsultant może obsługiwać jednocześnie od 5 do 10 par, ale najlepiej, jeżeli ich wesela są rozłożone równomiernie na cały sezon. Zuza Kuczbjaska mówi, że przeciętnie na jednym weselu zarabia od około 6 do10 tysięcy złotych (zależy czy ślub odbywa się w dużym mieście czy nie), ale jak dotąd najwięcej udało jej się zarobić 15 tysięcy (w przypadku bardzo dużego wesela na 400 osób). Są to niezłe pieniądze, ale okupione dużym stresem i niejedną nieprzespaną nocą: - Pamiętam jedno wesele, które było wyjątkowo trudne, to była para mieszana, która musiała przyspieszyć datę ślubu z powodu grożącej narzeczonemu deportacji. Tak naprawdę mieliśmy tydzień, a ich wymagania były bardzo wysokie. Szczególnie, że wesele miało odbyć się w piątek, w klubie, który trzeba było na tę okazję specjalnie zamknąć - opowiada.
Jak wygląda dzień pracy organizatora ślubu? Zuza Kuczbajska wstaje o 9, i do 17 pracuje na komputerze. Po południu jej klienci kończą pracę, więc ma możliwość się z nimi spotkać. Czasem trwa to do późnych godzin nocnych. Kiedy nie ma spotkań, załatwia różne sprawy organizacyjne poza domem. Również Monika Petersburska dopasowuje się do potrzeb swoich klientów. - W tym zawodzie bardzo łatwo jest wpaść w pracoholizm, więc jeśli to tylko możliwe staram się jeden dzień w tygodniu mieć tylko dla siebie Większość klientów respektuje mój prywatny czas - dodaje.